Uwaga! Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej

25 listopada 2016r. dla większości to zwykły dzień, piątek, ale nie dla zespołu Za Zu Zi, którzy właśnie tego dnia ma premierę swojej nowej płyty „Tyłem do przodu”.  Jej prezentacja nastąpi podczas koncertu, który zespół zagra w Spichlerzu Polskiego Rocka w Jarocinie w piątek o godzinie 20:30. GIG-ant postanowił przeprowadzić wywiad z panem Tomaszem Jankowskim - gitarzystą oraz wokalistą zespołu.

GIG-ant:  Kto jest autorem tekstów oraz muzyki w utworach na nowej płycie?
T. J.: Jeśli chodzi o muzykę, to najczęściej jest tak, że ktoś z nas przynosi jakiś pomysł na próbę i potem wspólnie nad nim pracujemy. Czasem jest tak, że potrafimy ten pomysł przewrócić do góry nogami, burząc zupełnie pierwotną koncepcję autora. Bo jeśli ktoś przynosi pomysł na piosenkę, to ma w głowie jakieś tam wyobrażenie, jak to ma mniej więcej brzmieć itp. Ale każdy pomysł musi być zmielony przez młynek pod nazwą Za Zu Zi i nigdy nie wiemy, jaki będzie efekt końcowy. I to jest właśnie w tym wszystkim najfajniejsze. Muzykę zatem podpisujemy zespołowo, a jeśli chodzi o warstwę liryczną, czyli teksty, to już jest w stu procentach moja działka. Koledzy oczywiście czytają, komentują,  a jak mają jakieś wątpliwości, to pytają. Ale najczęściej nic nie mówią, co oznacza, że jest dobrze (śmiech). Na naszej najnowszej płycie znajduje się utwór, w którym wykorzystaliśmy jeden z wierszy Zbigniewa Herberta.

GIG-ant:  Ile płyt wydał pan dotychczas z zespołem Za Zu Zi?
T. J.: Płyta, która ukaże się lada dzień, to nasz drugi album, ale pierwszy - jak to mówią koledzy hip-hopowcy – na legalu. Trzynaście lat temu własnym sumptem wydaliśmy nasz "debiut" - czyli płytę „Party”. Po drodze była – też zrobiona samemu – Ep-ka „Ocean”, gdzie w utworze tytułowym zaśpiewała z nami  Renata Przemyk. Trzy wydawnictwa na przełomie piętnastu lat to jednak nie jest imponujący wynik (śmiech).

GIG-ant:  Czy zdradzi pan, co jest na płycie?
T. J.: Najprościej mógłbym powiedzieć – dziesięć naprawdę fajnych piosenek (śmiech). „Tyłem do przodu” to bardzo zróżnicowany album.  Mimo iż tytuł został zaczerpnięty od jednej z piosenek, która jest osobną historią, to uczyniliśmy z tego motyw przewodni. Tyłem do przodu - czyli trochę na opak, na przekór. Nie gramy takiego typowego reggae, w klasycznym jego rozumieniu. Reggae jest oczywiście nadal dla nas najważniejsze i stanowi punkt wyjścia przy komponowaniu piosnek. Nie boimy się jednak wplatać w to inne gatunki muzyczne. Nie stawiamy sobie żadnych ograniczeń. Nic na siłę, to wszystko wychodzi bardzo naturalnie. Każdy z nas oprócz miłości do reggae, fascynuje się też czymś innym. I to ma odzwierciedlone w naszych piosenkach.  Na płycie można usłyszeć jakiś element hip-hopu, ska, tanga, rocka czy psychodelii. Sama okładka też jest przewrotna. Ci, którzy już widzieli cała oprawę graficzną, byli pozytywnie zaskoczeni.

GIG-ant:  Czy zespół Za Zu Zi ma już w planie koncerty po wydaniu płyty?
T. J.: Tak, do końca roku mamy zaplanowane trzy koncerty. Pierwszy 25 listopada - czyli w dniu premiery płyty– w Jarocinie w Spichlerzu Polskiego Rocka. Tam oficjalnie udostępnimy album światu. Wraz z nami zagrają nasi koledzy z Gliwic, czyli grupa Shashamane. Dzień później wystąpimy w Ostrowie Wielkopolskim, a trzeciego grudnia w Kaliszu. Te dwa koncerty wspólnie z zespołem Domniemani.

GIG-ant:  O czym traktują utwory znajdujące się na płycie?
T. J.: O otaczającej nas rzeczywistości widzianej oczami faceta grubo po trzydziestce (śmiech). Lubię pisać o relacjach między ludźmi, w szczególności między kobietą a mężczyzną. Jest więc o miłości, czasem też tej trudnej. Sporo jest we mnie też buntu i temu również daję wyraz w swoich tekstach. Kiedyś myślałem, że po latach okres kontestacji mija, a ostatnio zauważyłem, że wręcz się to nasiliło. Zaczynam już pisać teksty z myślą o nowych piosenkach i tym buncie. Teksty są dla mnie ważne i staram się pracować nad tym, starannie dobierać słowa. Warstwa liryczna musi iść w parze z muzyką, tworzyć jednolitą całość. Ostatnio lubię się też bawić słowem, pewnymi zwrotami, skojarzeniami. Zawsze jednak tekst musi być "o czymś". To podstawowa i nienaruszalna zasada.

GIG-ant:  Jaki jest aktualny skład zespołu?
T. J.: Obecnie grupa liczy sześć osób. Na klawiszach, saksofonie gra Arek, który też wspomaga mnie wokalnie. Jest też Kordian grający na gitarze, perkusista Dawid, basista Maciek oraz Krzyżu, drugi wokalista, gający również na różnego rodzaju tzw. perkusjonaliach. No  i jeszcze ja – wokalista i gitarzysta.

14708280_1240318622697035_8221671992759550854_n

GIG-ant:  Co jest największym sukcesem zespołu?
T. J.: Gramy piętnaście lat i wiele miłych rzeczy się wydarzyło przez ten czas;  każdy z nas pewnie mógłby to definiować inaczej. Więc odpowiem za siebie. Dla mnie największą wartością tej całej zabawy w zespół są ludzie, których poznałem przy okazji różnych koncertów i innych akcji związanych z zespołem. I nie mam tu na myśli tylko tzw. branży, czyli dziennikarzy, promotorów czy wreszcie ludzi z innych zespołów, artystów, ale przede wszystkim fanów muzyki, zwykłych ludzi przychodzących na koncerty.  Miło jest jechać gdzieś w Polskę i spotykać tam znajomych. I teraz tak sobie myślę, że sukcesem jest to, że ciągle nam się chce i nadal mamy z tego niezłą frajdę, dobrą zabawę. Bo finansowo to się zbytnio  nie opłaca (śmiech). Ale jest fajnie!

GIG-ant:  Przez jaki czas pracował pan razem z zespołem nad nową płytą?
T. J.: Tę płytę zaczęliśmy zapowiadać już w…. 2010 r. Nagrania jednak zaczęliśmy jakieś dwa lata temu. Ta płyta powstawała trochę na raty, w trzech różnych studiach. Wszystkie instrumenty zarejestrowaliśmy w Ostrowie Wlkp. w NightSession Studio, które należy do Krzyża (członek zespołu – przyp. red.), wokale z kolei w Jarocinie u Dominika Bukowskiego, a całość zmiksowała Michał Dylikowski w H.O.M. Studio w Kłobucku pod Częstochową. Każdy z nas na co dzień zajmuje się czymś innym, mieszkamy też w trzech różnych miastach – Jarocin, Ostrów Wlkp., Poznań - a chcieliśmy zrobić to porządnie. I nawet nie zauważyliśmy, jak minęły te dwa lata.

GIG-ant:  Czym jest dla pana muzyka?
T. J.: Czymś, bez czego nie potrafiłbym chyba egzystować. Moja żona czasem się śmieje, że to muzyka jest moją żoną, a nie ona (śmiech). Traktuję muzykę jako narzędzie do wyrażenia emocji, powiedzenia czegoś ważnego, przekazania określonych treści. Ale jest też ona dobrym sposobem na przełamanie pewnych kompleksów, barier. Wiele pięknych chwil w życiu przeżyłem przez muzykę i dzięki muzyce.  Opowiadać mógłbym o tym godzinami…

GIG-ant:  Skąd wzięła się u pana pasja do muzyki?
T. J.: Ciężko wskazać mi w tej chwili jednoznacznie ten moment. Odkąd pamiętam, muzyka towarzyszyła mi zawsze. Nawet nie wiem, kiedy stała się ona pasją.

GIG-ant:  Jakie jest pana marzenie związane z muzyką?
T. J.: Marzeń jest wiele i jesteśmy żywym przykładem, że można je spełnić. Przynajmniej niektóre, jak choćby wspomniana już wcześniej wspólna piosenka z Renatą Przemyk. Ja bardzo chciałbym nagrać utwór z Manu Chao, który jest dla mnie ogromną inspiracją. Poświęciliśmy mu nawet jeden z utworów na nowej płycie. Tytułowy „Senor Esperanza” czyli Pan Nadzieja, odnosi się właśnie do Manu Chao. Kto wie, może kiedyś uda nam się coś razem zrobić.

GIG-ant:  Jakie są pana plany artystyczne?
T. J.: Najbliższe plany związane są z Za Zu Zi. Wychodzi płyta i trzeba ją promować. Kończymy też zdjęcia do teledysku do pierwszego singla – utworu „Brakuje mi miłości”. Z drugiej jednak strony te utwory mamy już ograne i chcemy wrócić do częstszych prób. Rozpocząć pracę nad premierowym materiałem. Mamy już kilka pomysłów na nowe piosenki. Ambitnie stawiamy sobie za cel, żeby powiedzmy za dwa lata, pojawiła się trzecia płyta. Ja już mam nawet pomysł na tytuł, że o okładce nie wspomnę (śmiech).

GIG-ant:  Czy ludzie chętnie słuchają muzyki reggae? Czy jest ona w modzie?
T. J.: Powiem tak - nie jest źle. Jest to muzyka, która próbuje się przedzierać na salony showbiznesu i nawet się to po trochu udaje. Z tym, że jest to tylko dwójka artystów - Kamil Bednarek i Mesajah. Reszta gdzieś tam sporadycznie, ale bez szerszego zainteresowania. Reggae ma jednak stałą grupę odbiorców, powiedziałbym dość wierną.  Mody może i nie ma, ale nie tkwimy też w jakimś totalnym podziemiu.  Generalnie reggae powszechnie raczej się lubi – w końcu jest to muzyka pozytywna – choć nie każdy musi od razu być rasta(śmiech).

GIG-ant: Bardzo dziękuję za udzielone odpowiedzi oraz życzę sukcesu nowej płyty :)

 

GIG-ant razem z zespołem serdecznie zachęca do przyjścia na koncerty oraz zakupienia nowej płyty zespołu.

Anna Bochna, 21.11.2016 21:44

0, 581


Komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego wpisu.

Dodaj komentarz