Uwaga! Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej

Zawsze z miłą chęcią udostępniamy nasze łamy młodym, zdolnym literatom. Przeczytajcie opowiadanie Ani Dylak.

WYNALAZEK”

Wcale nie tak dawno temu w Golinie wiosce koło Jarocina stała sobie szkoła. Zwykła niczym się nie wyróżniająca. Ani nie duża, ani nie mała, taka w sam raz. W tej szkole były dwie klasy piąte, dokładniej a i b. Historia ta dotyczy tej pierwszej - czyli klasy 5a. Posłuchajcie!

Był to pierwszy, a może drugi dzień w szkole w piątej klasie, zresztą czy to jest ważne? Rozgadani uczniowie weszli do klasy na pierwszą lekcje – geografię. Jak to zwykle bywa po wakacjach uczniowie mieli tyle sobie do opowiedzenia. Nauczycielka stwierdziła, że tę lekcję im podaruje i będą mogli rozmawiać dopóki ona nie przyjdzie z pokoju nauczycielskiego. Klasa się ucieszyła. Każdy z każdym rozmawiał. O dziwo - dziewczyny z chłopcami, czego zwykle nie można było zauważyć w tej klasie. Rozmawiali oni o nowym wynalazku, butach dzięki, którym miało się skakać na 5 metrów wzwyż. Wszyscy się fascynowali tym gadżetem i rozmyślali ,jak to jest wynaleźć taką rzecz. Aż w końcu pewna dziewczynka, której nikt nie zauważył (chyba była nową uczennicą) powiedziała:

-Hej, a może by tak spróbować wynaleźć buty, dzięki którym będzie można…

I nie zdążyła powiedzieć, gdyż akurat w tej chwili weszła pani krzycząc, że słychać ich w pokoju nauczycielskim. Wszyscy wiedzieli co to oznacza -i Jagoda, i Tymek, i Patrycja, dosłownie każdy. Zaczęli omawiać tematy  które będą w piątej klasie, a ponieważ nie mieli podręczników, pani włączyła film o krajobrazach.

Lekcja minęła bardzo wolno, ale na szczęście dzwonek zadzwonił w najnudniejszej części filmu. W przerwie wszyscy zapomnieli o temacie, o którym rozmawiali na lekcji. I tak minęła matematyka, religia, angielski i historia. Aż w końcu była przerwa przed lekcją języka polskiego. Wszystkim przypomniało się o nowym wynalazku. Zaczęli wypytywać nową dziewczynę, jaki miała pomysł. Ta zapomniała o co chodzi, więc starali się najpierw z nią bliżej poznać, a później jej przypomnieć, o co chodziło. Okazało się, że dziewczynka ma na imię Kinga i przeprowadziła się tutaj z Łomży. Gdy wreszcie dziewczyna sobie przypomniała o co chodzi, zaczęła mówić:

-Może by tak spróbować wynaleźć buty, dzięki którym będzie można latać?

-Coś ty? Nie da się…- odpowiedział jej Kuba.

-A wcześniej dało się zrobić samolot lub statek?-spytała Jagoda.

-No nie… - powiedział Kuba.

-Może porozmawiamy o tym z panem na polskim, czy by nam pomógł? - zaproponowała Ada.

- Okej – wszyscy się zgodzili.

Gdy wszyscy weszli do sali, od razu połowa klasy zgłosiła się, by poinformować pana o swoim pomyśle. Pan się zastanowił i powiedział, że w takim razie jutro możemy zostać po lekcjach. Cała klasa się ucieszyła i była podekscytowana.

Następnego dnia miały być tylko cztery lekcje więc na piątej mieli rozmawiać o swoim projekcie. Wszystkie lekcje minęły bardzo szybko. Nikt nie przeszkadzał nauczycielom w lekcjach, by ci się nie zdenerwowali i nie wezwali pani dyrektor, która mogłaby wysłać ucznia do domu. Wszyscy też postanowili, że nikomu – nawet rodzicom – nie powiedzą o swoim pomyśle.

Gdy w końcu miała nastąpić ta lekcja, na którą każdy czekał, okazało się, że pan zapomniał o dodatkowej lekcji z klasą VIII i przełożył spotkanie na następny dzień po lekcjach. Klasa była zawiedziona, lecz postanowili sami zadziałać. Wszyscy usiedli na boisku szkolnym i Kinga opowiedziała dokładnie o swoim pomyśle. Gdy każdy go zrozumiał, Kacper sięgnął kartkę i Kinga zaczęła szkicować. Każdy dodał coś od siebie.

Natasza kolor, Adam wzory, a Bartek z innymi myśleli, co zrobić, by buty mogły latać. W końcu powstał pierwszy szkic wynalazku! Nie był on profesjonalny, nie zawierał wszystkiego co powinien, ale był robiony starannie i wiadomo było, jak mniej więcej ma wyglądać. Oczywiste dla wszystkich było to, że ostateczny wygląd nie będzie jak na tym szkicu.

Kinga zabrała rysunek do domu i ukryła go przed rodzeństwem. Cały dzień rozmyślała nad swoim pomysłem – zresztą nie tylko ona. Następnego dnia Kinga wstała bardzo wcześnie – około 5.30. Od godziny 6.30 była gotowa do wyjścia, ale zrobiła to dopiero koło 7.25. Gdy zaszła do szkoły, było 25 minut przed dzwonkiem. Z jej klasy było już 19 osób razem z nią (w klasie jest ich 22). O swoim planie nie rozmawiali w szkole, gdyż bali się, że ktoś to usłyszy i zrobi to przed nimi. Minęły wszystkie lekcje. Wszyscy byli podekscytowani, bo w końcu nadeszła ta chwila. Weszli do klasy, usiedli na swoich miejscach, Kinga zgłosiła się i pokazała panu szkic. Pan był zadowolony z dzieci. Kazał przynieść materiały i powiedział, że jutro zaczną już składać wynalazek.

Nazajutrz każdy przyniósł to co miał i inne rzeczy, które mogłyby się przydać, tłumacząc się mamom, że potrzebuje to na technikę. Zaczęli budować swój gadżet już na języku polskim. Zdążyli zbudować tylko podeszwę. Dziś także zostawali po lekcjach. Na dodatkowej dokończyli but i zaczęli robić drugi. Kiedy zadzwonił dzwonek, jeden but był gotowy, a drugi miał zrobioną w połowie podeszwę. Klasa była tak chętna do współpracy, że zaproponowali panu jeszcze jedną godzinę budowania swojego wynalazku. Pan się zgodził. Przez kolejną godzinę całą klasą robili buta. Jedna grupa malowała jeden but, druga składała but, trzecia przypatrywała się pracy, a czwarta nic nie robiła. W końcu po kolejnej godzinie wynalazek był gotowy. Wszyscy w klasie się ucieszyli ,wręcz skakali z radości, ale najbardziej chyba pan, bo cieszył się, że jego podopieczni zbudowali takie coś. W najbliższy poniedziałek na dużej przerwie miała nastąpić próba działania. Na tej przerwie miało się wszystko okazać. Wszyscy uczniowie szkoły zgromadzili się wokół szkolnego boiska. Na środku stał pan od polskiego wraz z klasą 5a.

Pomysłodawca (Kinga) założyła buty, kliknęła przycisk i …

Wynalazek nie zadziałał, ale i tak wszyscy bili brawa za odwagę. Klasa była smutna, lecz brawa nie ustawały. Gdy w końcu na boisku zrobiło się cicho, odezwała się pani dyrektor:

-Jesteście pierwszą klasą, jaką znam, która zrobiła takie coś! Gratulacje!!!

-Ale to nam nie wyszło… - odpowiedziała smutna Kinga.

-Nic się nie stało, ważne, że się staraliście – z uśmiechem na ustach powiedziała pani dyrektor.

-Jesteśmy jeszcze dziećmi, więc nie ma się co dziwić, że nie wyszło. - powiedziała Julka.

-A może by tak spróbować znów za rok? - dopowiedziała Patrycja.

-Albo za dwa… - powiedział Karol.

-Albo jak będziemy dorośli. – krzyknęła Paulina.

-Nawet jeśli mielibyśmy nigdy już tego nie robić, ważne, że teraz spróbowaliśmy! - oznajmiła Amelia.

-W sumie racja. - zgodziła się Marta.

-A teraz wróćmy do rzeczywistości – zażartowała Ania – przerwa się już skończyła. I wszyscy uczniowie wrócili na lekcje.

Po lekcjach cała klasa szła ze szkoły razem i dzieci  rozmawiały o tym gadżecie. Myśleli, jak o tym powiedzieć rodzicom i co jeszcze by tu wymyślić.

-Bo przecież mamy jeszcze czas… - podsumowała Kinga.

Anna Dylak, 18.06.2019 12:12

0, 118


Komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego wpisu.

Dodaj komentarz