Uwaga! Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej

Wielu z nas marzy o niebanalnym życiu, niezwykłej przygodzie. Życie pisze swoje scenariusze często zupełnie odmienne od marzeń. Rozmawiamy o tym z człowiekiem, który swoimi wyborami "pomógł" owym marzeniom.                   

GIG-ant: Jest pan absolwentem SP w Golinie? Który to był rok?
Maciej Brzeziński: Tak, oczywiście. SP ukończyłem w 1989r. W roku jakże ważnych przemian ustrojowych dla kraju, ale przede wszystkim młodych ludzi - takich jak ja.

GIG-ant:Jak wspomina pan czasy szkolne?
M. B.: Odnoszę się sentymentalnie, ale także z szacunkiem dla edukacji tamtych lat. Kilka dni temu mieliśmy spotkanie rocznika na ziemi golińskiej po x  latach. W każdym razie spłynęło przez te lata sporo wody z gór do Bałtyku. Dla mnie czasy podstawówki to beztroski czas, a spotkanie, rozmowa z ziomkami to jak podróż w czasie.

GIG-ant:Co się z panem działo po ukończeniu tej szkoły?
M. B.: Dla 15-latka to trudny czas, czas pierwszych poważnych decyzji życiowych. Zainteresowań było kilka. Jednak wpływ środowiska i rodziny spowodował, iż wylądowałem w szkole mundurowej w Ostrowie Wlkp. Technikum Kolejowe o profilu budowlanym dało mi możliwość samorealizacji, czyli rozwijania potencjału, talentów i dążenia do tego, kim chcę przyszłości być. Po maturze górę wzięła fascynacja mundurem. Zaciągnąłem się do szkoły oficerskiej we Wrocławiu. Czas ten wspominam po dziś jako jeden z bardziej wyjątkowych w moim życiu. Profil kształcenia adeptów sztuki wojskowej bardzo mnie inspirował, zwłaszcza jako mężczyznę. Czołgi, spadochrony, konie i wiele innych. Krótko mówiąc - młody chłopak miał sobie coś do udowodnienia.

GIG-ant:Ma pan za sobą długoletnią służbę wojskową. Co zdecydowało o wyborze takiej drogi życia?
M. B.: Hmmm, wątek jest dość długi, praktycznie odkąd pamiętam. Mentorem był Janek Kos z serialu o niezwyciężonych pancerniakach, ale również Hans Kloss, czyli J-23, oficer wywiadu w mundurze niemieckiego Wehrmachtu. Banalne?, Może! Dla mnie tak rodziła się fascynacja, która tak mnie nakręcała, że wiele razy brakowało dnia na naukę (hahaha...). No i struganie karabinów z listew parkietowych, które zwędziłem ojcu.  Ale droga życia w służbie państwu to nie film, a proza codziennego zderzania się z nowymi, niejednokrotnie trudnymi sytuacjami, wobec których nie można przejść w sposób obojętny. Chyba zawsze lubiłem wyzwania, porządek wokół siebie, harmonię dążenia do wykonania wszystkiego z jak najlepszym końcowym efektem. Nie zawsze mi wychodziło, ale starałem się zawsze. Nie ukrywam, że w tym aspekcie chyba najbardziej pomogli mi rodzice. Służba to przywilej, odbierany przez wielu w trochę inny sposób. Tego nie da się wytłumaczyć do końca, to trzeba czuć, to trzeba przeżyć.

GIG-ant:Czym zajmował się pan jako żołnierz, gdzie pan służył?
M. B.: Nie sposób spamiętać; miejsce służby zmieniałem kilkanaście razy, w różnych regionach Polski. Ten przedział życia zawodowego jest dość prosty: idziesz tam, gdzie cię służba potrzebuje. Ale po latach wróciłem w Bieszczady. Uznałem, że gdzie początek przygody, może  tam i koniec. Niestety, wiązało się to wielokrotnie z rozłąką z rodziną. Wątku, co i gdzie robiłem, wolałbym nie poruszać z przyczyn służbowych, obowiązuje mnie tajemnica. Pewne jest jedno - zawsze starałem się zrobić coś dobrego dla kraju.

GIG-ant:Jak pracuje się na pograniczu?
M. B.: Bardzo dobrze. Taka praca...Przecież zawód mundurowego wybrałem sam. Ale kontekst myśli chyba jest inny, przecież ukształtowano mnie jako żołnierza; dziś po przekwalifikowaniu lata temu jestem funkcjonariuszem. To inna praca, inne zadania oraz priorytety. Ale dla mnie najważniejszą dewizą jest podejście do obowiązku służbowego. Zawsze kręciło mnie poznawanie nowego, dlatego gdy stanęła na mojej drodze zawodowej możliwość służby w ochronie granicy - i to jeszcze wschodniej -  powiedziałem sobie "dlaczego nie?". Tutaj nie ma miękkiej gry, służba jest trudna, wymagająca. Sprawność fizyczna to podstawa działalności mojej jednostki. Nie zapominajmy, że to teren górski, piękny, ale nieprzewidywalny, to trud codziennej służby, w której pierwsze skrzypce gra profesjonalizm wykonywanego rzemiosła. Czasami znajomi mówią do mnie: fajna robota, tak waszą formację widzimy. Może i tak, ale gdy zachodzi potrzeba, wtedy widać, na ile nas stać, a przeważnie w takich sytuacjach służbowych nas nie widać.

GIG-ant:Czy były sytuacje zagrażające życiu?
M. B.: Tak, były. Mogę powiedzieć tylko tyle, że na rutynę w tym fachu mnie nie stać.

GIG-ant: Najtrudniejszy moment w karierze wojskowej to?
M. B.: To symbioza ukształtowania ścieżki zawodowej i życia rodzinnego. Kilkakrotnie na drodze awansu zawodowego borykałem się ze świadomością rozłąki z rodziną. W bardzo trudnych chwilach zawsze wybierałem rodzinę. Dziś zrobiłbym tak samo.

GIG-ant: Jakie są pana związki z kultowym już serialem „Wataha”?
M. B.: Wataha to serial HBO o załodze i jej służbowych perypetiach, jednostki granicznej w Ustrzykach Górnych, gdzie byłem komendantem przez kilka lat. W czasie sprawowania tej funkcji kręcono II sezon "Watahy" przez 9 miesięcy. Moją rolą było zgrywanie, dopełnienie planu zdjęciowego w kontekście m.in. akcji granicznych postrzeganych przez pryzmat dowodzenia podkomendnymi, metod działania grup przestępczych, ale również doboru regulaminowego umundurowania, ustalania porządku służbowego dnia w jednostce itp. W takiej jednostce nic nie dzieje się bez dobrej organizacji. Wszystko musi grać,  jak w szwajcarskim zegarku. Oczywiście w wielu sytuacjach, kiedy dany epizod montowaliśmy na gorąco, miałem przy sobie podległych oficerów i załogę placówki. To dobrzy fachowcy. Przez ten czas poznałem osobliwych aktorów oraz tych, którzy zawsze stoją z drugiej stronie kamer; to super ludzie. Miałem nawet propozycję, aby w dynamicznych scenach dublować filmowego komendanta, czyli Andrzeja Zielińskiego. Niestety, dla filmowców to kolejna zawodowa przygoda, dla mnie odpowiedzialna praca.

GIG-ant:Czy ten serial pokazuje prawdę o pograniczu?
M. B.: I tak, i nie. No cóż, ten serial to fikcja kinowa, jednak bardzo mocno osadzona w realiach służby granicznej. Serial co prawda ukazuje pewne epizody naszej służby, ale pamiętajmy, że nie możemy do końca przekazać całego potencjału w ochronie granicy państwowej odbiorcy, to przecież tajemnica służbowa.  Jednak dla podniesienia  emocji widza, aby zachować dynamikę, jakość i ten bieszczadzki klimat,  podpowiadaliśmy filmowcom, gdzie można podkręcić pewne wątki. To serial w którym tak wyjątkowo  mocno osadzony jest klimat regionu Polski, rzeczywista jednostka graniczna, nazwy miejscowości i parę innych drobiazgów. To jest na realu i właśnie ten aspekt tak bardzo wyróżnia "Watahę". Pasjonatów serialu zapraszam na kolejny sezon już w niedalekiej przyszłości, zdjęcia trwają.

wataha

GIG-ant: Jakimi zasadami kieruje się pan w życiu?
M. B.:  To temat chyba bez końca. Zawsze jednak lubię mówić o swoim przysłowiowym podwórku. W życiu prywatnym mówię, że chcąc zmieniać świat, należy zacząć od samego siebie. Jednak w życiu zawodowym, gdzie od samego początku zarządzam zasobami ludzkimi, powtarzam, że najpierw należy być człowiekiem, a później przełożonym.

GIG-ant: Często przebywa pan w Bieszczadach, dlaczego wybrał pan właśnie ten rejon Polski?
M. B.: Codziennie, ponieważ tutaj jest mój dom, czyli rodzina i praca zawodowa. Tak mocno się zakorzeniłem w tym regionie Polski, że trudno mi mówić, iż w innym miejscu byłoby lepiej czy gorzej. To kwestia perspektywy.

GIG-ant: Za co kocha pan Bieszczady?
M. B.: To dużo powiedziane. Myślę, że aktualnie tutaj znalazłem swój kawałek świata. Ale to, co mnie energetyzuje, to zielone góry, asymilacja z naturą, cisza. Mam także wrażenie, że w Bieszczadach wolniej życie się kręci. To mi bardzo odpowiada. Poza tym całe życie uwielbiałem sport, w dzieciństwie marzyłem o narciarstwie alpejskim. Tutaj dla chłopaka z Wielkopolski, to mały raj dla narciarzy.

dc58b850-dac1-405d-a705-11a7f2189d12

GIG-ant: Co chciałby pan powiedzieć młodym ludziom marzącym o karierze wojskowej?
M. B.: No cóż, każdy młody człowiek ma inne preferencje, decydując się na wykonywanie zawodu w służbach mundurowych. Myślę, że jasno trzeba powiedzieć, iż w tym fachu potrzebna jest fascynacja tym kawałkiem świata, tego nie da się tak  po prostu w siebie "włożyć". Jeśli się jednak zdecydujesz, przyjmij do wiadomości, że nie wszyscy zostaną generałami, ktoś musi służyć pod ich komendą. Ciesz się z tego, co osiągnąłeś sam,bo to, co możesz osiągnąć zawodowo, tkwi wyłącznie w tobie. Ścieżka zawodowa to droga wyboru,ale i czasami trudnych decyzji życiowych. Niezależnie od lepszych czy gorszych chwil, coś, co powinno wyróżniać dobrego mundurowego, to etos służby, to branie przykładu z wzorców, najlepiej historycznych. Dla mnie to właśnie było wykładnią dla przebiegu służby zawodowej.

GIG-ant: Dziękuję za wywiad i życzę wiele szczęścia i spełnienia pańskich marzeń.

Zdjęcia: polskieradio.pl, eska.pl

 

Klaudia Wojtczak, 27.06.2019 10:26

0, 197


Komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego wpisu.

Dodaj komentarz